krzysztof p nowak - opowiadania, wiersze, grafika
RSS
poniedziałek, 31 grudnia 2012

Czym różni się
stary rok od nowego?
Jeden na mrozie rok skończył
drugi na mrozie się rodzi.

09:54, krzysz-pan
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 grudnia 2012

świat się skończył stary

rok także przeminął

jakie będą te nowe

nikt nie wie

jeden i drugi

zimą się rozpocznie

23:41, krzysz-pan
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 grudnia 2012



już wiem

co w tym roku

zrobię

na tym świecie

ludzie mówią

że się ma rozwalić

wezmę i ocalę

nawet nie dlatego

że mi na nim specjalnie zależy

ze zwykłej przekory

21:39, krzysz-pan
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 grudnia 2012

pod choinką leży karp
na choince wiszą karpie

a przy stole
karp za karpiem
za ogonek
gościa szarpie 

 

wiersz zdobył II miejsce w blyskawicznym konkursie podczas Wigilii Literatów

15:25, krzysz-pan
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 grudnia 2012

Tak trudne dzieło jak Antologia Końca świata nie może powstać bez pomocy przyjaciół

23:28, krzysz-pan
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 grudnia 2012

Ostatnio ciągle zapowiadam antologię. Dla odmiany wiec dzisiaj przedstawię opowiadanie, które tam się nie znajdzie 

 

Straszny smok

Nawet jak na smoka wyglądał straszliwie. To znaczy, chyba. Porównywać go za bardzo nie można było z innym, bo nikt nigdy smoka nie widział, chyba, że wydrapanego na skale. Straszliwe było właśnie to, że wyglądał. I to bardzo prawdziwie. Siedział przeważnie na górce i walił ogonem o skały. Dlaczego akurat na tej górce, nie innej? Coś trzeba z nim zrobić, ale co?
A smok siedział i walił. Prowadzili mu dziewice, bo ktoś mówił, że tak trzeba, a poza tym taka dziewica to wiadomo, tylko kłopot. Zwłaszcza, że ich się ostatnio sporo zalęgło.
Strasznie ten smok był duży. Miał z tysiąc długości kija, albo i więcej. No, może piętnaście. A skrzydła to hu hu… Jak je rozpostarł to całe niebo zakryły. Byli tacy, co mówili, że tam się można przed deszczem chować, ale na pewno zmyślali. Kto by do takiego strasznego smoka podchodził? Na pewno nie on, a przecież był najodważniejszy w plemieniu. Aż dziw, że smok na jego widok nie uciekł. Specjalnie przybrał taką postać. Przykurczoną, w obdartych skórach, z brodą zmierzwioną, taka byle jaka postać musiała budzić szacunek, w każdym kto odrobinę myślał. Bo przecież wiadomo,  byle kto się nie odważy tak byle jak ubierać na spotkanie ze straszliwą bestią. No tak, ale przecież ta bestia jest strasznie głupia, nie myśli, więc niby skąd ma wiedzieć, co się kryje pod tą maska pozorów. Chyba trzeba wytłumaczyć?

- Smoku, jestem czarodziej.

A ten ani drgnie, jakby nie usłyszał.

- Smoku, ja jestem bardzo groźny czarodziej.

Smok znowu nic. Może naprawdę głuchy?

- Smoku, bo jak zacznę czarować, to pożałujesz. Naprawdę.

Może coś zademonstrować? Ale chyba trzeba zaczekać. Bo jak to nie wypali, to co zostanie? Nie, z czarami trzeba ostrożnie. Najpierw się wypróbuje inne metody. Niedaleko przechadzał się potężnie zbudowany mężczyzna, odziany w piękne skóry zdarte chyba z lwa, a co najmniej jaszczurki. Wiadomo, że nie byle kto. A jeszcze te kije z kamieniami na końcach…

- Bardzo dzielny łupaczu łbów, możesz tu podejść? – spytał czarodziej.

- Mogę, co mi tam? – odpowiedział gburowato łupacz.

- A możesz go walnąć w łeb?
- Smoka? – zdziwił się łupacz.
- Smoka – odpowiedział czarodziej. – Tak z całej siły.
- A jak on mnie walnie?

- Ale przecież jesteś najdzielniejszy w plemieniu. I taki wielki.
- Jestem. Pewnie, że tak, ale wiesz… smok jest większy. I jaki straszny? To nie byle łupek zza górki. I tak za nic?
Czarodziej od początku się domyślał, do czego zdąża dzielny wojak. Westchnął tylko – ile? I żółte?
- żółty to z jeden i duzą garstkę tych szarych.

Czarodziej się zdziwił – a na co ci takie?
- Zobaczysz – odpowiedział łupacz z uśmiechem wyższości, co jeszcze bardziej zdziwiło czarodzieja.

No cóż? Targ zawarty. Czarodziej skupił się, z lekka nadał i jak nie dmuchnie…
Łupacz z trudem wydostał się spod góry ciężkich grudek.

- Mówiłem – spora garstkę, nie pełna grotę.

- Kiedy ten szajs się łatwo wyczarowuje. Trudno o dokładny wychucha.

- W sumie jestem ci wdzięczny, ale to na jedno łupniecie za duzo. Ja jestem uczciwy rozwalacz.

Smok o dziwo nie uchylał się przed łupnieciem, nawet jakby z lekka łeb nadstawił. Dzielny łupacz walnął, potem drugi raz i trzeci. Z karku smoka odpadały grudy błota i zaczęły połyskiwać piękne, błyszczące łuski. Na każdej widać było ślady dawniejszych łypnięć, zadawane z wyjątkową precyzją. Znać było rekę mistrza. Łupacz łupał, a czarodziej patrzył melancholijnie. Dał się nabrać jak rzadko kiedy. W końcu podłożył sobie kawałek brody pod głowę i zasnął. Może potem coś wymyśli…

Obudziła go cisza. Smok lśnił w promieniach słońca, a łupacz zgarniał szare grudy i rozdzielał  na małe kupki. To rozbudziło czarodzieja do reszty.

Było na co patrzeć. Łupacz wprawnymi ruchami podsuwał je pod nos smoka, ten buchał potężnie ogniem, potem unosił w górę ogon i jak nie lunie potężnym strumieniem. 
Czarodziej klnąc otrząsał się ze smoczych wydzielin. I po co się schylał? Jakby nie wiedział co stamtąd może wytrysnąć… A łupacz znowu wziął się do łupania.

- Jak na dzielnego łupacza łbów to ty masz dziwne zajęcie – stwierdził czarodziej.

- Dziwne czy nie? Byle było co łupać. Czasem tylko się łupnie jakiegoś zwierza albo babę w domu, a resztę tutaj.

- Stąd te nowe patyki – domysłił się czarodziej. – Niby lepsze od tych starych. Ale na co ci tyle?

- Mnie to na nic, daję tym zza górki.

- A oni co z nimi robią?

- Biorą pod pazuchę i Ida za następną górkę.

- I tak za nic je dajesz?
- No nie, za takie żółte. Nie takie ładne jak twoja, ale za takie.

- A te ci na co?

Łupacz się zamyslił.

- Tak właściwie to też na nic. Ale ta moja nowa łupanka jest trochę leniwa i jej się nie chce latać co rusz za krzaczki. To jej robię takie żółte miseczki. Jak zapełni to  wywali i przyłazi po nową. Dużo takich leniwych się narobiło.

- A od nich nic nie dostajesz w zamian?

- A co można od baby dostać? Tyle że człowiek ciągle załupany chodzi. Tu łup, tam łup. Chyba wolę łupać smoka.

  Dzielny łupacz wzdychając zaczął zbierać patyki.
 - Ciężka twoja łupana dola, ale co ja mam ze smokiem zrobić? Powiedzieli, że mnie wywalą z plemienia, jak sobie nie dam z nim rady.

- Ty się nie daj na byle gadaninę nabierać. A ze smokiem nie tak trudno sobie poradzić.

Dzielny łupacz odszedł, a czarodziej się zamyślił Niby ten smok nie taki straszny jak go drapią, ale przecież coś zrobić trzeba.

- Smoku, może jednak cię zaczaruję, co? Nie musi być dużo. Żeby było widać. Jakieś krzaczki na grzbiecie, kwiatek na ogonie? No bo co ci szkodzi? Motylki będą przylatywać i się zrobi weselej.

Potworowi jakoś te pomysły nie przypadły do gustu. To znaczy, chyba, bo  nie zwracał na nie specjalnej uwagi. Strasznie go suszyło w paszczy po współpracy z łupaczem. Wyciągnał długą na sto patyków szyję i jak nie zacznie chłeptać z rzeczki… Dobre i to – pomyślał czarodziej - powodzi w tym roku nie będzie.

Smokowi się potężnie odbiło i nagle do ucha czarodzieja dobiegło chrapliwe – przepraszam.

- Ty mówisz?
- No tak – zmieszał się smok – tyle czasu już tu siedzę.

- No fakt, niby nic dziwnego. A tak w ogóle to mi wytłumacz dlaczego tu siedzisz?
- Kiedy to głupio się przyznać. Pochodzę z innego świata, chyba oczywiste, ale wiesz… wyrzucili mnie. Za  mało straszny byłem i nie robiłem tego co smok powinien robić.

- Na przykład czego?
- Głównie szło o to, że przeszedłem na wegetarianizm. A mnie madrość do tego przywiodła.

- Jakaż to?
Smok obwieścił wielkim głosem:

– Nie żryj to nie będziesz pożarty. Ale pojmujesz – nikt nie lubi mądrzejszych od siebie. A tak mówiąc między nami – wiesz jakie dziewice są niestrawne? Niech ci taka stanie w przełyku to masz przerąbane. Co więcej ja mam okropnie wielki kałdun i sporo ich tam się zmieści. Czasem tak potrafią dać smokowi do wiwatu, że ma dość po tygodniu i wszystkie wypluwa.  Ja tam wolę żreć kaktusy.

Czarodziej nie był tak bardzo przekonany słowami smoka.

- Ale przecież u ciebie są chyba wszystkie plemienne dziewice. Niektóre ci przyprowadzili, reszta sama przylazła.

- Mogę ci wyjaśnić, ale mnie nie wydaj.

- No dobra, mogę nie.

- No bo, ja trochę też potrafię czarować. Do ciebie mi daleko, ale coś tam się podłapało przez te kilka tysięcy lat.

Nim się czarodziej obejrzał, zamiast smoka stał obok niego potężnie zbudowany młodzieniec. Kiwnął na niego ręką i wskazał na pobliską grotę.

- Tam są. Znalazłem i dla nich i dla siebie zajęcie. Chodź, zobacz.

Było na co patrzeć, część tylko skrywała wdzięki małpimi skórami, inne ubarwione w strusimi i papuzimi piórami, inne po prostu nagie, z nudów zabawiały się między sobą. Wszystkie za czymś wyraźnie stęsknione.

Czarodziej westchnął ciężko.

- Szkoda, że to dla mnie niedostępne.

- Mogę ci kilka pożyczyć, będą miały urozmaicenie.

- Nie takie to proste. Myślisz, że dlaczego zostałem czarodziejem? Z rozpaczy, bo nigdy nie mogłem. Miałem nadzieję, ze się nauczę dzięki czarom, ale nic.

- Stary, mam specjalne smocze ziółka. Zdechłą małpę postawią na nogi, co dopiero czarodzieja.

Po miesiącu czy może pięciu młodzieńcy wyleźli z groty, raczej wyturlali, przeraźliwie zmęczeni i potwornie utytłani. Wiadomo – w błocie takie rzeczy są bardzo przyjemne, jeszcze w zaczarowanym.

- Najwyższa pora – podsumował smok, zbliża się czas na łupacza, a na ciebie niebawem ziółka już przestaną działać.

- Szkoda, że tak krótko.

- Spokojnie, zostawię ci kapkę.

- Zostawię. Wybierasz się dokądś?

- Gdyby to ode mnie zależało to nie. Mnie się tu podoba, ale nie ma lekko, minie tysiączek lat, skończy się laba. Trzeba będzie wracać z wygnania. I znów do tej paskudnej roboty. Chyba, żeby smoki zmądrzały, ale na to się nie zanosi.
- Taka jest smocza natura.

- Ale sam pomyśl. One są na wymarciu. Przecież to oczywiste – dziewice od wewnątrz potrafią największego smoka powalić.



19:29, krzysz-pan
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 grudnia 2012

 

 

pewne słowa są

oczywiste na świecie

i nie tylko one

być może dlatego że na nim

i o nim

bo świat

zawsze

jest oczywisty

nawet

gdy się rozleci

20:14, krzysz-pan
Link Dodaj komentarz »
O autorze